Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 888818
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 7729

Moja książka

pozadanie_okladka-1

Archiwa

Jak badałem własny materiał genetyczny w publicznej służbie zdrowia

Dziewczyna chciała wiedzieć, czy w ogóle będę
mógł być ojcem, a ja teraz czuję się nieswojo, może nawet trochę mi wstyd, na
szczęście kolejka do recepcji nie jest długa, przede mną tylko dwie osoby, poza
tym mam nadzieję, że takie badania przeprowadza się dyskretnie. Chociaż mina mi
nieco rzednie, gdy recepcjonistka pyta o dokładny adres pacjentkę, która stoi
przede mną.

- Bobrza dwa przez jeden, czy przez dwa? Bo
mam tu niewyraźnie.

- Przez jeden.

- Telefon sześć, pięć, sześć, cztery, dwa,
zero, zero, jeden?

- Tak.

- Czy jak wynik będzie pozytywny, to możemy
zadzwonić z rana?

- Nie, rano będę w pracy, wolałabym po
południu.

- To może zostawić wiadomość komuś z rodziny,
żeby przekazał.

- Nie wolałabym nie, poza tym jutro rano w
domu nikogo nie będzie.

No nieźle, myślę sobie, pełen zakres
informacji dla włamywacza. Nie dość, że dokładny adres, to jeszcze cynk, że
mieszkanie od rana będzie puste.

Teraz ja.

- Pan do kogo?

- Ja mam ubezpieczenie w Signal Iduna. Miałem
się zgłosić na czternastą.

- Adres?

- Parkowa 12.

- Pana pesel?

Od pewnego czasu źle znoszę takie bezpośrednie
pytania o swój wiek. Zwłaszcza, że za mną staje w kolejce młoda dziewczyna i
miło się uśmiecha. Piszę swój pesel na kartce i podaję przez okienko.

- Ta pierwsza cyfra to 68 czy 66? Bo
niewyraźnie pan napisał…

- Liczba.

- Co, liczba?

- Liczba. Nie cyfra, tylko liczba.

- Cyfra to nie jest tylko, proszę pana, taki kanał
telewizyjny, a ja pytam pana o rok urodzenia.

- …ściedziesiąt osiem – syczę przez zęby.

- I pan do kogo?

- Do pani doktor Klepaczyńskiej.

- Na badanie spermy?

W kolejce za mną już trzy osoby. Doszła pani w
fioletowym kapelusiku z kilkunastoletnią córeczką. Oczywiście natychmiast
przestały rozmawiać i patrzą się na mnie.

- Tak.

- Chwileczkę, muszę zadzwonić do
ubezpieczyciela i sprawdzić, czy panu na kartę przysługuje, czy za dopłatą –
sięga po telefon i powoli wykręca numer, a ja czuję, że koszulę mam już mokrą
od potu.

- Halo, halo! – krzyczy w słuchawkę, jakby
wołała przez okno. – Tu mam pacjenta, nazywa się Piotr Yours i przyszedł na
badanie spermy, czy to odpłatnie ma być, czy jest ubezpieczony?

Mam wrażenie, że słychać tę cholerną babę w
całej przychodni. W każdym razie na pewno słychać ją po gabinet stomatologiczny,
bo cała kolejka podnosi głowy jak na komendę i patrzy się na mnie z
zainteresowaniem, siedem par oczu na jednym rzędzie krzeseł, zupełnie jak
siedmiogłowy smok, a ja się czuję jak dziewica wystawiona mu na pożarcie.

- Ma ubezpieczenie, tak? A konkretnie?

-…

- Ach, tak. Dobrze, to zrobimy kompleksową
analizę nasienia. I przy okazji na bakterie, tak? Beztlenowce?

- Nie, nie trzeba – wtrącam czerwony ze
wstydu.

- Ale ma pan w pakiecie, można przy okazji na
bakterie zrobić – surowym głosem upomina mnie recepcjonistka. – To robimy te
beztlenowce, tak?

- Może same tlenowce wystarczą – negocjuję
słabym głosem.

Stojąca za mną dziewczyna słucha tej wymiany
zdań z powagą, więc próbuję to jakoś obrócić w żart.

 – Wie
pani, jak słyszę o beztlenowcach to się empatycznie duszę.

Ale ona nadal jest poważna, a ja się czuję jak
kretyn. W dodatku kretyn roznoszący bakterie drogą płciową.

Recepcjonistka postanawia doprowadzić mnie do
samobójstwa. Bierze jakąś instrukcję obsługi i czyta: „Ze względu na to, że
intensywne życie płciowe lub samogwałty (masturbacje) mogą prowadzić do
okresowego obniżenia ilości dojrzałych plemników w nasieniu, zaleca się wstrzemięźliwość
płciową na 3-5 dni przed badaniem. Jeśli w dniu badania jest pobierana krew w
celu wykonania innych badań, nasienie należy zawsze oddać po pobraniu krwi”.

- Czy ubezpieczyciel uprzedzał pana o
wstrzemięźliwości? – pyta, a w jej głosie słyszę prawdziwe zainteresowanie
pacjentem.

- Tak…

W przychodni cisza. Nie ma ani jednej osoby,
która by na mnie nie patrzyła. We wzroku stojącej za mną dziewczyny dostrzegam
litość. Matka nastolatki udaje obojętność, jej córka obgryza paznokcie i
dostaje wypieków na twarzy.

- Czy będzie pan też badać dzisiaj krew? –
dopytuje recepcjonistka, łypiąc na mnie spod okularów o szkłach grubych jak denka
słoików.

- Nie, nie trzeba – szepczę, przekonany, że
właśnie wydałem ostatnie tchnienie.

Ale nie doceniam naszej służby zdrowia.
Oprawca w białym kitlu poprawia okulary i czyta dalej:

„Wytrysk niezbędnego do badania nasienia
uzyskuje się poprzez samogwałt (ręczne drażnienie zewnętrznych narządów
płciowych, w wyniku którego dochodzi do wytrysku). Należy uprzednio starannie
umyć prącie wodą z mydłem. Nasienie (ejakulat) do badania musi pochodzić z
jednego wytrysku – (pierwszego!) po okresie 3-5 dniowej wstrzemięźliwości
płciowej. Oddaje się go bezpośrednio przed badaniem do czystego, suchego i
jałowego szklanego naczynia (otrzymanego z laboratorium, gdzie wykonywana jest
analiza nasienia). Naczynie, przed uzyskaniem nasienia, powinno być ogrzane do
temperatury ciała człowieka, tj. 36,6°C (np. w dłoniach). Ważne jest, aby do
naczynia pobrać całą objętość nasienia i natychmiast dostarczyć do
laboratorium. W sytuacjach wyjątkowych dopuszcza się możliwość uzyskania
nasienia po odbyciu z partnerką stosunku płciowego przerywanego. Nie zaleca się
pobierania nasienia z prezerwatywy ze względu na substancje chemiczne
działające plemnikobójczo. W przypadku spornego ojcostwa nasienie oddawane jest
w laboratorium pod kontrolą lekarza biegłego sądowego.”

Cisza jest już taka, że aż boję się oddychać.
Boję się, że jak będę oddychał, to wszyscy usłyszą moje pospieszne tętno,
pewnie już teraz słychać jak wali w moich skroniach i echem odbija się od ścian
korytarzy.

Matka nastolatki patrzy na mnie z chęcią mordu
w oczach. Nastolatka z wyrzutem, zupełnie jakbym to jej się wypierał.

- Czy wyniki będą stanowić dowód w sprawie o
ustalenie ojcostwa? – pyta lodowatym głosem recepcjonistka, a ja już czuję, jak
ława przysięgłych pod gabinetem stomatologa wydaje wyrok skazujący.

- Nie, proszę pani – niemal już łkam do
recepcjonistki, pewien, że właśnie popełniłem błąd, bo przecież powinienem do
niej mówić „wysoki sądzie”. – To nie są badania o ustalenie ojcostwa, tylko o
to, czy w ogóle mogę być ojcem, lekarz mówił, że chodzi tylko o zbadanie
żywotności plemników.

Słyszę jak wielkie kamienie winy z łoskotem
wypadają na podłogę z rąk gotowej do ukamieniowania mnie kolejki. A więc może
jakoś to przeżyję!

- To dobrze – recepcjonistka wydaje wyrok w
zawieszeniu. – Bo inaczej trzeba byłoby umawiać biegłego, a tak zrobi sobie pan
to intymnie w pokoju numer dwadzieścia pięć.

Intymnie, to bardzo trafne słowo. Skoro na
całym piętrze nie ma ani jednej osoby, które by nie wiedziała, jak się nazywam,
ile mam lat, gdzie mieszkam. Skoro na całym piętrze nie ma ani jednej osoby,
która by nie wiedziała, że zaraz udam się do pokoju dwadzieścia pięć i
wyposażony w jałowe naczynie oddam się aktowi masturbacji, oczywiście po
uprzednim ogrzaniu jałowego naczynia w dłoniach.

Ze wzrokiem wbitym w podłogę idę do
laboratorium, czując na swoich plecach wzrok kilkunastu par oczu i wiem, że gdy
zamykam za sobą drzwi, oczy wyobraźni tych kilkunastu osób nadal są przy mnie,
obserwują mnie, każdy mój ruch, bo przecież jakie to dziwne i niespotykane, gdy
w zwykłej kolejce do lekarza trafi się nagle pacjent, który przyszedł tu po to,
żeby wytrzepać sobie konia. Ciekawe, jak mu to pójdzie? Czy tak od razu będzie
miał erekcję? Czy może raczej wyciągnie z kieszeni jakieś pisemko porno? Tak,
on chyba rzeczywiście miał ze sobą jakąś gazetę i to chyba nie była
„Rzeczpospolita”. A jak mu się nie uda? To wróci z partnerką? I będą tam, jak
głosił instruktaż z recepcji, robić to, co aż wstyd powiedzieć przy dzieciach?
O rety, ale jakże to tak? Tylu tu ludzi za drzwiami, jedni chorzy, drudzy już tylko
do kontroli, jedni z grypą, inni do leczenia zębów, tamten pan w rogu z zaćmą,
a tamta pani z rwą kulszową, każdy z jakimś cierpieniem refundowanym przez
Narodowy Fundusz Zdrowia, zaś tylko jeden człowiek, tylko ja, jestem tu po to,
żeby za publiczne pieniądze zrobić sobie ręką dobrze, a jak się nie uda, to
wrócę tu z partnerką i tuż obok gabinetu dentystycznego będziemy odbywać
stosunek przerywany.

Ale czy to tak wypada? I czy w ogóle można? To
przecież wyraźnie sprzeczne z nauką kościoła katolickiego. Nie tylko
masturbacja jest religijnie zabroniona, wytrysk poza partnerkę chyba jeszcze
bardziej. Grzech, grzech w miejscu publicznym, w społecznym ośrodku zdrowia, a
przecież nad recepcją krzyż wisi.

I jakże ja mam teraz wyjść z tego pokoju
dwadzieścia pięć, jak to miejsce opuścić bez wyrzutów sumienia, wstydu i
niepokoju, jak przejść między rzędami krzeseł z kroczem na wysokości
udręczonych moim grzechem oczu?

Naciskam klamkę delikatnie i bardzo powoli,
trwa to chyba kilkanaście sekund, bo mam nadzieję, że się wymknę niepostrzeżenie, jak będę się
ruszał wolno, to nikt mnie nie dostrzeże, więc otwieram drzwi najciszej jak
mogę i krok po kroku skradam się w kierunku wyjścia, gdy nagle słyszę za sobą
goniący mnie z recepcji okrzyk.

- Nie zgasił pan za sobą światła!

Tego już dość. Widzę przed sobą drzwi z
napisem „Kierownik przychodni”. Wpadam bez pukania i siedzącej za biurkiem
kobiecie skarżę się niemal do bezdechu na tę całą publiczną torturę, kobieta
kiwa głową ze zrozumieniem, po czym bierze mnie pod rękę i prowadzi do
recepcji.

- Pani Irenko – zwraca się łagodnym głosem –
tyle razy prosiłam panią, żeby dyskretnie pacjentów załatwiać.

- A wie pani doktor, co? – unosi się
recepcjonistka. – Wie pani, co ten pan zrobił w pokoju dwadzieścia pięć? Ten
pan za sobą światła nie zgasił!

 

 

107c komentarze/y do Jak badałem własny materiał genetyczny w publicznej służbie zdrowia

  • D-Nutka

    Ten telefon jest aktualny?…
    No dobra, nie będę się nad Tobą pastwiła, jednak powinieneś natychmiast ożenić się z tą recepcjonistką, a miałbyś w domu kompleksową obsługę, łącznie z oddychaniem, po co się wysilać… samodzielne oddychanie w tym wieku? Już nie modne.
    Pozdrawiam i życzę dalszych …hmm…niezapomnianych wrażeń.
    D-Nutka
    Ps.
    Może niedługo „spotkamy się” na moim blogu?

  • ves

    po prostu swietnie napisane! bardzo mnie to rozbawilo, choc poeta mial cos innego na mysli.. w kazdym razie dziekuje za poprawione popoludnie! (oj nie.. wlasnie sie zorietowalam, ze juz jest wieczor)

  • Wnuczka1

    Nie mogę nie skomentować. Wydażenie które opisujesz to koszmar, makabra, czy jakkolwiek to nazwać wydaje się takie hmm niewobrażlne, nierealne, wręcz zmyślone a niestety prawdziwe. Przyznaje się ubawiłam się setnie czytając Twoje przejścia, a z drugie strony Ci współczuje. pozdr :)

  • Kinga

    Posikalam się w majtki…Ryczę ze smiechu wciąż,wybacz proszę.
    Abstrachując (ups :-) ) od naszej Słuzby Zdrowia i o tego co wyprawiają Panie (!)hmm…rejestratorki ( ważą się pacjencie twe losy i jestes być albo nie być) ,no i od tego ,że współczuję traumy…jednakowoz gratuluję ,bo tekst jest świetny. Ironiczny ,zabawny. I nie zapomnialeś Piotrze o dystansie do samego siebie.Wszak rzadko ktoś (czyt.mężczyzna ) publicznie przyznaje sie ,bo też w sumie nie musi :-) ,do …jak to było ?; „publicznego wytrzepania sobie konia” Wtedy leglam na podlogę .

  • Lignokaina

    miałam podobną sytuację z badaniem tyle, że chodziło tu o badanie na obecność wirusa HIV- standardowe dla kobiet w ciąży. No i też pani z rejestracji wrzasnęła do koleżanki :”Haaaalinka, tu pani na hiv jest”. Jak daję słowo, nigdy nie przeżyłam podobnego upokorzenia, normalnie ludzie ode mnie odsuwali się na metr, zupełnie, jakbym była trędowata.

  • A..

    Hahaha, przepraszam ale pozwoliłam sobie popłakać się ze śmiechu i coś napisać:)) Nieprawdopodobne a jednocześnie zupełnie normalne,świetnie napisane. Wszędzie takich sytuacji pełno.Przezywam ten koszmar oddając mocz do analizy lub subtelnie podając w aptece receptę na grzybicę pochwy,o wykupienie której już trzeci raz prosiła mnie nieśmiała 10 lat starsza koleżanka(głupia jakoś nie umiem odmówić,kupowałam jej już wszystko; prezerwatywy,testy ciążowe,leki przeczyszczające i wszystko inne co ona uważa za wstydliwe).
    Jak to jest, że za każdym razem niezależnie od apteki pani informowała mnie: (niemal jak na dworcu PKP) „jeśli to jest grzybica pochwy proszę smarować wargi sromowe omijając śluzówkę..”, bądź: „to ma być na grzybicę stóp czy pochwy?”.Toż to istny koszmar. I ten dobór słów, taki zawstydzający, szybko kilkanaście osób wzbogaciło się o wiedzę jak postępować z nosicielami tej paskudnej choroby,której ja osobiście nie miałam.Mimo to czułam się podle,jakaś niedomyta i patologiczna,zawsze jakieś zaciekawione głowy się w aptece znalazły..
    Jak to musi być gdy oddaje się próbki w sanepidzie, wielokrotnie sobie to próbowałam wyobrazić w zamiarach podjęcia pracy, przeszukałam nawet fora internetowe z zaciekawienia. Ci to dopiero muszą mieć myśli samobójcze….. :)

  • A..

    Hahaha, przepraszam ale pozwoliłam sobie popłakać się ze śmiechu i coś napisać:)) Nieprawdopodobne a jednocześnie zupełnie normalne,świetnie napisane. Wszędzie takich sytuacji pełno.Przezywam ten koszmar oddając mocz do analizy lub subtelnie podając w aptece receptę na grzybicę pochwy,o wykupienie której już trzeci raz prosiła mnie nieśmiała 10 lat starsza koleżanka(głupia jakoś nie umiem odmówić,kupowałam jej już wszystko; prezerwatywy,testy ciążowe,leki przeczyszczające i wszystko inne co ona uważa za wstydliwe).
    Jak to jest, że za każdym razem niezależnie od apteki pani informowała mnie: (niemal jak na dworcu PKP) „jeśli to jest grzybica pochwy proszę smarować wargi sromowe omijając śluzówkę..”, bądź: „to ma być na grzybicę stóp czy pochwy?”.Toż to istny koszmar. I ten dobór słów, taki zawstydzający, szybko kilkanaście osób wzbogaciło się o wiedzę jak postępować z nosicielami tej paskudnej choroby,której ja osobiście nie miałam.Mimo to czułam się podle,jakaś niedomyta i patologiczna,zawsze jakieś zaciekawione głowy się w aptece znalazły..
    Jak to musi być gdy oddaje się próbki w sanepidzie, wielokrotnie sobie to próbowałam wyobrazić w zamiarach podjęcia pracy, przeszukałam nawet fora internetowe z zaciekawienia. Ci to dopiero muszą mieć myśli samobójcze….. :)

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>