Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 890524
  • Dzisiaj wizyt: 25
  • Wszystkich komentarzy: 7729

Moja książka

pozadanie_okladka-1

Archiwa

Tymczasem kury są szczęśliwe

Pyta
mnie, czy jestem szczęśliwy. Nie wiem co odpowiedzieć. Jak leżę obok niej, to
tak. A poza tym, poza leżeniem obok niej, to nie wiem.

    Nie jest tak, żebym wyraźnie czuł, jak
opisują to w książkach „szczęście rozpierało go od środka”, nie, nie, nic mnie
od środka nie rozpiera, w ogóle nie czuję, żebym miał jakiś środek, czasami
tylko burczy mi w brzuchu. Nie czuję zatem od środka żadnego szczęścia, co
gorsza na zewnątrz też nie czuję. A szczęście wyczuwalne od zewnątrz byłoby
chyba dość wyraźne, coś jak deszcz wiosenny na wyciągniętej dłoni.

    Ale czy z powodu tego, że nie czuję się
szczęśliwy, mogę powiedzieć, że jestem nieszczęśliwy? Nie, na pewno nie jestem,
absolutnie nie mogę powiedzieć, że jestem nieszczęśliwy. To chyba jednak za
mało, żeby czuć się szczęśliwym. Chociaż, jak ktoś ma np. wypadek, z którego
wychodzi cało, to mówi się, że miał szczęście. Może jednak rzeczywiście
szczęście polega na braku nieszczęścia?

    Tak sobie myślę o tym stojąc przed
otwartymi drzwiami lodówki. Oglądam opakowanie z napisem „Jaja od kury
szczęśliwej”. To teraz modne, żeby kury były szczęśliwe. Z ludźmi się nie
udało, to może z kurami się uda. Cała Unia Europejska jest za tym, żeby kury
były szczęśliwe. Grecy, na ten przykład, już byli, teraz kolej na drób.  Do Polski przyszły zatem unijne zalecenia
dotyczące hodowli. Kura ma mieć więcej przestrzeni życiowej a także grzędę,
przy czym minimum 15 cm grzędy na każdą kurę. Grzęda w systemie filozofii życia
codziennego kury jest istotna, czego dowodzi nawet polskie przysłowie: Daj
kurze grzędę, a ona na to: „jeszcze wyżej siędę!” Nie bardzo rozumiem, o co w
tym przysłowiu chodzi, ale się domyślam, że kura jest ambitna zawodowo. Poza
tym wcale kurom nie zazdroszczę, chociaż byłoby dobrze, gdyby UE wydała też
stosowne regulacje w sprawie warunków mieszkaniowych człowieka. Może nawet
wolałbym, żeby najpierw zajęła się ludźmi, a tuż potem kurami.

    Ale nie marudzę wcale, bo dzięki Unii
Europejskiej pojawiło się więcej szczęścia na świecie. Świat powinien być
zadowolony, najlepiej jakby od razu cały był szczęśliwy, albo przynajmniej w jakiejś
wyraźnej większości, jednak jeśli tak od razu cały być nie może, to
przynajmniej mamy szczęśliwe kury na dobry początek.

     Stoję przed tą lodówką, oglądam jajko od
kury szczęśliwej i trochę mi nieswojo. Zaczynam mieć wyrzuty sumienia.
Przedtem, gdy jadłem jajka od kur nieszczęśliwych, żadnych wyrzutów nie miałem.
Potomstwo kur nieszczęśliwych też by było pewnie nieszczęśliwe, więc robiłem
jajecznicę z lekkim poczuciem humanitarnej eutanazji, bo po co następna kura
miała być nieszczęśliwa? A dziś? Mam zjeść jajo kury szczęśliwej? Rozbić
szczęśliwą rodzinę? Przerwać czyjeś szczęśliwe dzieciństwo? Nie ma mowy. Dziś
zjem biały serek, a z jajecznicą poczekam aż na rynku się pojawią jaja kur
smętnych, a może nawet w depresji.

 

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>