Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 885564
  • Dzisiaj wizyt: 16
  • Wszystkich komentarzy: 7726

Moja książka

pozadanie_okladka-1

Archiwa

Obsesja przez pocztowe okienko

 Mieszkam na tym osiedlu od trzech tygodni. To nowoczesne, kameralne osiedle składające się z kilku budynków postawionych w kształt litery C. Początkowo myślałem o dwóch pokojach, bo może w końcu się ożenię, ale kredyt wystarczył mi tylko na kawalerkę.

Moje mieszkanie mieści się na dole tej litery C, więc z okna sypialni widzę jej górę, czyli przeciwległe skrzydło budynku – odległy o kilkadziesiąt metrów rząd okien i balkonów, na których zazwyczaj suszy się pranie. Do pierwszego piętra rosną świeżo zasadzone drzewa, ale developer zapewnia, że z czasem przesłonią nas drzewa. Jednak na razie rytm prania jest dla sąsiadów z naprzeciwka doskonale widoczny.

Wstyd przyznać, ale raz zdarzyło mi się podglądać. Naprzeciwko moich okien, dokładnie na piątym piętrze opalała się kobieta. Wyszła na balkon z krzesełkiem turystycznym. Miała na sobie bikini i słomkowy kapelusz, zupełnie jakby się wybierała na plażę. Na tle innych balkonów, gdzie powiewało tylko pranie i garażowały rowery, była jak postać z innego świata. Sięgnąłem po lornetkę.

Kobietę było widać doskonale. Fantastyczna. Zupełnie inna niż te wieszaki, które pokazują w kolorowych magazynach. Pełne kształty, duże piersi. Poprawiłem ostrość w lornetce. Piękne te piersi, ciężkie, ale kształtne. Po diabła założyła do opalania stanik? Przecież jest sama na tym balkonie..

Wieczorem, zanim się położyłem spać, spojrzałem przez okno w kierunku jej balkonu. Miała zaciągnięte firanki i widać było tylko jakiś cień. Przed snem najpierw o niej tak trochę pomyślałem, żeby miło mi się zasypiało. Ale z tego małego myślenia niespodziewanie zrobiło się duże. Tak duże, że aż nie mogłem zasnąć. Zacząłem fantazjować, wyobrażać sobie jak idę do niej, pukam i się przedstawiam, że mieszkam po sąsiedzku. A ona jest w tym bikini i jakoś nie potrafi się skutecznie przede mną zasłonić. Dość długo to sobie wyobrażałem, ze szczegółami. „To ciekawe”, uznałem w końcu, zanim zasnąłem. Czasami człowiek raz tylko kogoś zobaczy, przez pięć minut, a potem bez wyraźnego powodu myśli o nim przez pięćdziesiąt.

Nazajutrz przyłapałem się na tym, że co jakiś czas podchodzę do okna i patrzę w kierunku tamtego balkonu. Nawet jak się zachmurzyło i zaraz miał padać deszcz. Nie wiem, co sobie myślałem. Że wyjdzie na swoje krzesełko z parasolem przeciwdeszczowym?

Wieczorem, gdy zrobiło się już ciemno, zgasiłem światło w swoim pokoju, żeby nie było mnie widać. Przez lornetkę wpatrywałem się w jej okna. Trwało to mniej więcej kwadrans. Nic ciekawego nie zobaczyłem. Kobieta siedziała po prostu na kanapie i oglądała telewizję. Raz tylko wstała i poszła do kuchni zrobić sobie herbatę.

Na szczęście w porę się opamiętałem. Co ja robię? Dlaczego podglądam obcą kobietę? Otrząsnąłem się z niepotrzebnych myśli jak pies wychodzący z wody. Schowałem lornetkę i też włączyłem telewizor.

Dwa dni później poszedłem na pocztę nadać list polecony. Stanąłem przed okienkiem i poczułem nagłą falę gorąca. Po drugiej stronie siedziała ta kobieta! Ta, którą podglądałem przez lornetkę! Z bliska wyglądała jeszcze piękniej. Lekko puszysta, ale tak apetycznie – jak biszkopt albo drożdżowe ciasto. Guziczki białej bluzki miała pozapinane do samej góry, ale widać było, że dwa środkowe dopięły się z trudem. Na bluzce miała identyfikator z imieniem. Anita. Jakie śliczne imię! Anita. Takie miękkie, ciepłe, przytulne. Jak ona.

Spojrzała na mnie. Rany, co za oczy! W życiu takich oczu nie widziałem. Czarne jak dwa jeziora w Tatrach i jak one błyszczące. Długie rzęsy, gęste brwi. Prosty nos jak u greckiej rzeźby, duże usta. Policzki jak dwie brzoskwinie dojrzałe, po które chciałoby się sięgnąć, a przynajmniej delikatnie dotknąć.

- Słucham – powiedziała. A ja jakbym nie słyszał. Stałem i się gapiłem, oczu nie mogąc oderwać.

- Słucham pana.

- Czy ma pani klej? Chciałbym kopertę zakleić.

- Przykro mi, nie mamy kleju.

I cały dialog między nami. Skończona na poczcie wizyta. Dlaczego o klej zapytałem, skoro koperta miała brzeg samoprzylepny? Zupełnie jakby mi rozum odjęło.

Wieczorem znowu kusiło mnie, żeby sięgnąć po lornetkę, ale postanowiłem nie ulegać pokusie. W końcu jestem mężczyzną, potrafię nad sobą zapanować.

Rano od ósmej trzydzieści stałem w oknie i obserwowałem wyjście z jej klatki schodowej. Pocztę otwierają o dziewiątej, więc najpóźniej za kwadrans Anita musi wyjść z domu. Dokładnie! Wyszła równo za kwadrans. Przyłożyłem do oczu lornetkę. Ach, jakże miło było patrzeć na nią, gdy idzie! Lekko kołysała biodrami, które tak hipnotyzowały tym rytmem, że oczu nie mogłem oderwać.

Rzuciłem lornetkę na łóżko i po kilku minutach wyszedłem z listem w dłoni.

Byłem pierwszym klientem. Niemal podbiegłem do okienka.

- Dziś mam już zaklejoną kopertę – powiedziałem tak bez sensu, że aż się zawstydziłem.

- To dobrze, koperty powinny być zaklejone – usłyszałem w odpowiedzi.

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Drugi dzień z rzędu rozmowa zupełnie nam nie wychodziła.

Trzeciego dnia poszedłem na pocztę już przygotowany. Wieczorem obmyśliłem sobie różne możliwe dialogi, żeby tym razem się nie zbłaźnić.

- Listy powinny być dobrze zaklejone – oznajmiłem. -  Jak usta, które kryją niejedną tajemnicę. Wie pani, ile tajemnic mogą kryć listy, które przez pani ręce przechodzą?

Spojrzała na mnie zaskoczona. Przyjrzała mi się z uwagą. Uśmiechnęła się.

Czwartego dnia znów położyłem przed nią list. A ściślej mówiąc – pustą kopertę ze zmyślonym adresem.  Bo przecież jakiś pretekst musiałem mieć, by znów przyjść na pocztę. Powiedziałem:

- Wie pani, myślę, że listy w naszym życiu odgrywają ogromną rolę.  Ale nie wiem, które bardziej. Te, na które otrzymujemy odpowiedź, czy te które pozostają bez odpowiedzi.

- Mówi pan jak filozof – spojrzała na mnie z podziwem.

Odtąd codziennie niosłem na pocztę pustą kopertę, na którą Anita naklejała znaczek i wysyłała pod fikcyjnym adresem.

Z dnia na dzień nasze rozmowy stawały się coraz serdeczniejsze i coraz dłuższe, o ile nikt nie stał w kolejce.

Mniej więcej po tygodniu zaproponowałem jej spacer. Odmówiła. Pomyślałem, że należy do tych trudnych do zdobycia kobiet, ale nie rezygnowałem. Nadal wysyłałem swoje puste listy.

Pewnego razu zapytała, do kogo je tak codziennie wysyłam.

- Są różne rodzaje prenumeraty – odpowiedziałem. – Jedni otrzymują gazety, a drudzy życzą mieć sobie listy miłosne w prenumeracie.

Spojrzała na mnie z zachwytem.

- Boże mój, pan jest zakochany? Pan codziennie listy miłosne wysyła!

Nie zaprzeczyłem. Istotnie, chyba byłem zakochany. Ale jeśli byłem, to wyłącznie w niej.

- Ojej, gdyby mój chłopak potrafił list miłosny napisać! – westchnęła rozmarzona. – Jest w wojsku, na misji. Wraca dopiero za dwa miesiące, a ja już tak tęsknię, że zaraz zwariuję. Ale listy to mi pisze takie raczej byle jakie.

Chłopak? Co za chłopak? Nie podejrzewałem istnienia jakiegoś chłopaka.

Jednak nie poddaję się. Codziennie rano patrzę przez lornetkę, jak Anita idzie do pracy, a potem idę na pocztę. Później jadę do pracy, a po powrocie znowu czaję się z lornetką. Początkowo próbowałem walczyć z tym podglądaniem, ale bezskutecznie. To jest silniejsze ode mnie. Raz nawet wyrzuciłem lornetkę przez okno, żeby nie wiodło mnie na pokuszenie. Kilka sekund później pędziłem jednak po schodach, by odnaleźć ją w krzakach. Na szczęście optyka była nienaruszona, pękła tylko obudowa z plastiku.

Ta kobieta stała się moją absolutną obsesją. Ponownie próbowałem się z nią umówić, ale grzecznie odmówiła. Myślę o niej niemal bezustannie. W pracy czekam niecierpliwie aż będę mógł wrócić do domu. Po powrocie patrzę przez okno i odczuwam coś w rodzaju ulgi i spełnienia, gdy postać Anity pojawia się za firanką. Jedno się tylko zmieniło. Nie wysyłam już pustych kopert. Codziennie piszę list miłosny do Anity. I mimo, iż nadal wysyłam wszystkie pod fikcyjnym adresem, jakoś naiwnie i głupio wierzę, że w końcu do niej trafią.

 

 

 

8c komentarze/y do Obsesja przez pocztowe okienko

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>