html> {yours} blog - archiwum
 
 




Dziewczyna z owulacją


Co miesiąc opowiada mi o swojej owulacji, wiem o niej więcej niż jej chłopak, rozpoznaję ją najpierw po kierunkach spacerów.  Jak Kasia ma owulację, to coś ciągnie ją do parku koło mojego domu, spotykamy się wtedy niby przypadkiem o siódmej trzydzieści i za każdym razem się dziwię, że przyszła aż tutaj, chociaż mieszka niemal przy lesie. A ona mówi, że to pies ją tu przyciągnął, po czym marszczy czoło i po chwili zastanowienia dodaje, że tak naprawdę to nie pies, lecz owulacja. Bardzo jestem wtedy dumny, że jej owulacja mnie wybrała, chociaż jest to duma krótkotrwała i bardzo przejściowa, bo po kwadransie Kasia ciężko wzdycha i wraca do swojego chłopaka, który zazwyczaj jest zapracowany lub zmęczony i znowu się nie chce z Kasią kochać, co w formie pełnej żalu skargi słyszę wielokrotnie. Nie znam go, a nawet nigdy nie widziałem, wiem tyle tylko, że jest skończonym idiotą, skoro pozwala Kasi z jej owulacją pod mój dom przychodzić.

     Dziewczyna ze swoją owulacją jest całością absolutnie idealną, bardziej niż podmiot z orzeczeniem, wanna z wodą, a nawet kanister z benzyną, przy czym równie łatwopalną.  Kasia ma bowiem dopiero dwadzieścia jeden lat i wciąż niezaspokojoną potrzebę całowania, przytulania, dotykania, głaskania, obejmowania, smakowania i wąchania, bezustannego i wzajemnego sprawdzania dłońmi swoich obecności i równie wzajemnego wsadzania sobie języków do ust, wsadzania nie tylko języka, wsadzania i wyciągania, a potem znów i znów, dawania i otrzymywania orgazmów, otrzymywania jednak bardziej, o czym zapewnia mnie co miesiąc z bardzo zafrasowaną miną.

Mocno Kasię lubię i szczerze pocieszam obiecując, że na pewno urosną jej jeszcze piersi i zejdzie pryszcz z nosa, co to za pryszcz Kasiu, w ogóle go nie widać, to nie pryszcz, tylko pryszczyk zaledwie, chyba zresztą znikł już całkiem, dotknij sama, przecież go nie ma i wcale nie jest prawdą, że wyglądasz jak dziecko z Auschwitz i masz diastemę między udami.

Przecież ja nawet staram się jeść, mówi Kasia, jem i jem, a jestem wciąż jak woreczek z kosteczkami, a czasami to mi się nawet wydaje, że jak idę, to one we mnie stukają jak takie małe kości do gry, no sam zobacz, Piotrusiu, możesz mną potrząsnąć i starać się wyrzucić szóstkę na szczęście. I już wiesza mi się na szyi, żebym potrząsnął, a ja się mimowolnie się zastanawiam, jak rzeczywiście małe mogą być jej piersi i przypominam sobie wszystkie małe piersi, które zamykałem w dłoniach, niekiedy rozbawiony ich determinacją w udawaniu, że za chwilę będą większe, niech no tylko plecy się wyprostują, a płuca nabiorą głębokiego oddechu. I być może czasami skrada się ochota, by zamknąć w dłoniach także piersi Kasi, ale boję się, że raz zamkniętych nie będę chciał puścić. Więc ze spokojnym uśmiechem słucham zwierzeń Kasi o owulacji i obie wiodą mnie na pokuszenie.

    Wiesz, Piotruś – szczebiocze Katarzyna - podczas owulacji moje piersi są takie frywolne, szalone, wesołe i lekkie. A przed okresem ponownie staną się smutne, ospałe i na nic nie będą miały ochoty, zaś orgazmy przestaną być wtedy radośnie tryskającą fontanną, też staną się smętne, a czasami będą przypominać wręcz ciężkie westchnienie. Pamiętam taki orgazm, podczas którego się poryczałam. Przychodzę więc dziś ze swoją owulacja, która jest jak szalona, pełna pożądania dziewczyna.  Kazała mi rzucić w kąt czarne sukienki i wyciągnąć z szafy najbardziej kolorowe, a potem zniżyła mój głos, zmrużyła oczy, i teraz przeciąga słowa, rozdając ci uśmiechy. Stoję tu z tobą i normalnie czuję, jak szyjka mojej macicy mięknie, rozchyla się i unosi do góry, taka gościnna.

    Spoglądam na dziewczynę o zielonych oczach i tęsknię za wiosną. 

    Rano się budzę w zimnym łóżku i zaczynam myśleć tak jak Katarzyna. Codzienny wzwód poranny śpiącego samotnie faceta jest wyrazistym i par excellence namacalnym wyrzutem sumienia. Organizm każdego ranka przypomina mu o obowiązku rozmnażania się, założenia obrączki, rodziny oraz księgi hipotecznej pod dom na kredyt. A potem kupowania, kupowania i kupowania. Na co dzień w Tesco, a od święta w  sklepie IKEA, gdzie w wielkich ilościach stoją zestawy niezbędne do porządkowania życia małżeńskiego, chociaż niekoniecznie do jego ułożenia. Czteroosobowa rodzina to większy rynek zbytu niż cały poligon. Kiedy słucham w radiu o spadku demograficznym i związanych z nim kryzysach kolejnych branż, to zaczynam być pewien, że mój poranny wzwód w połączeniu z owulacją Katarzyny mógłby bardzo się przyczynić do zwiększenia koniunktury na światowych rynkach.

 


yours 2012-02-03 19:38:49
skomentuj (31)